| ADVERTISMENT |
|
|
| RECENZJE + AMERICAN IDIOT / TERAZ ROCK |
|
Co gorliwsi zdążyli już ochrzcić tę płytę „punkowym St. Pieprzem”. Spokojnie, zachowajmy umiar. Nie ulega jednak wątpliwości, że to najlepsza płyta Green Day od czasu Dookie. Od dziesięciu lat. Zacznijmy od nietypowej formy. To rzeczywiście concept album. Muzycy wzorowali się podobno na Tommym The Who. Rzecz opowiada o losach jednego bohatera, Jezusa z Przedmieścia, starali się też zadbać o spójność muzyczną. Jeśli chodzi o teksty, wyraźnej nici między kawałkami nie widzę, ale niech im będzie. Na pewno można takową wyczuć w kompozycjach. Wszystie kawałki są ze sobą połączone. Dwa - Jesus Of Suburbia i Homecoming - wieloczęściowe, sięgające dziesięciu minut, to wręcz suity. Nie w sensie yesowym (choć bywają momenty podniosłe, na przykład Tales Of Another Broken Home), chodzi o zgrabne połączenie kilku typowych dla zespołu miniaturek. W takiej oprawie nabierają sensu rozmaite eksperymenty stylistycznie, które błądziły na poprzednich płytach. Najwięcej jest nawiązań do lat 60.: beatlesowskich (Extraordinary Girl), i oczywiście kalifornijskich (Dearly Beloved, Give Me Novacaine). Równocześnie pojawiają się znakomite punkowe kawałki w średnim tempie, z których Green Day słynie. Zaliczam do nich utwór tytułowy czy She’s A Rebel. Z taką lekkością przeboje nie przychodziły im już od dawna... Dla punkowych ortodoksów znajdzie się poza tym absolutny czad (St. Jimmy), z drugiej strony mamy piękne ballady. Rockowe (Boulevard Of Broken Dreams), ale też oparte na delikatnej aranżacji akustycznej (Wake Me Up When September Ends). Opus magnum neopunku. Bartek Koziczyński - 'Teraz Rock' |