| ADVERTISMENT |
|
|
| RECENZJE + NIMROD / TERAZ ROCK |
|
Przyzwyczailiśmy się do tego, że Green Day gra, jak gra, i cud, że w obrębie kilkuchwytowej formuły udawało im się dotąd majstrować coraz to nowe interesujące piosenki. Na Nimrod nie można spodziewać się rewolucji. Ale dokonano co najmniej przewrotu pałacowego.
Przede wszystkim zaskakuje ogromna – jak na trzydziestominutowe normy zespołu – dawka muzyki (50 minut!). A poza tym jej różnorodność. Obok typowo greendayowych utworów, które powinny zaspokoić oczekiwania fanów (oraz oczekiwania list przebojów), chłopaki sięgają do klimatów lat sześćdziesiątych, country, czegoś w rodzaju ballad, czy nawet parodii death metalu. Nowością są też aranżacje wychodzące poza klasyczny rockowy zestaw. Smyki, harmonijka ustna, trąbki (gościnnie sekcja No Doubt), raczej nie są tym, czego można by się spodziewać po formacji punkowej. Ale czy to na pewno punk? Oprócz jednego naprawdę prawdziwego czadu (Platypus), słyszymy po prostu mnóstwo przebojowych, bezpretensjonalnych rock’n’rollowych piosenek. O ile nie ma się zasadniczych uprzedzeń ideologicznych, według mnie nie sposób tego nie polubić. Green Day zmierza w kierunku, który coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że są oni The Troggs albo The Kinks lat dziewięćdziesiątych. Bartek Koziczyński - 'Teraz Rock' |